Silky: Mam po tym odcinku tak bardzo mieszane uczucia.
Vuko: Mi się szczerze mówiąc nie bardzo podobało. Miało potencjał, zwłaszcza jak wsadzono tam wątek czym jest prawdziwa miłość i zestawiono to z tym co przeżyła Harley. Ale… nie wykorzystano potencjału.
S: Tak, też mam odczucie. Może gdyby nie wrzucano tam mało śmiesznych wstawek wyszłoby lepiej. A tak, mamy dwa wątki - jeden dobry, drugi trochę żałosny. Nie podoba mi się łączenie ich.
V: Podobały mi się tak naprawdę dwie rzeczy. Pierwsza to miłość. Że nie zawsze musi wyglądać tak jak przeżyła to Harley. Druga, początek rozwijania relacji Kite Mana z Ivy. Nie robił wreszcie za taksówkę, można było trochę poczuć relacji. Chociaż to też tak nie do końca dobrze grało. Chodzi mi o to, że po tym odcinku mam większe wrażenie, że Kite Man jest dobrym facetem, ale może to nie jest mężczyzna dla Ivy.
S: Tak, zgadzam się. Przy przygotowaniach do ślubu było to bardzo czuć, na przykład gdy Ivy poleciała ratować Harley zostawiając biedaka. I… no, zaczynam mieć odczucie, że to Kite Man zerwie zaręczyny, a nie Ivy.
V: No racja, Ivy się na każdym kroku zachowuje jakby stawiała Harley wyżej od niego. Rozumiem, 11 nieodebranych połączeń, gdyby nie ona to Harley od razu by trafiła na eksperymenty. Ale i tak trochę to było… nie wiem, niezręczne? Kite Man mam wrażenie zaczął mieć wywalone, bo nieważne gdzie, ważne, że z Ivy. Ale ciekawe ile tak wytrzymają. Ivy jest zbyt niezależna i zbyt dużo czuje do Harley, żeby być z Kite Manem.
S: Coś mi mówi, że kolejny odcinek to będzie ślub… Który nie dojdzie do skutku, bo Kite Man odpuści.
V: Szczerze? Oby. Albo za dwa, trzy odcinki. Tak żeby jeszcze trochę bardziej pokazać ich relacje, że Kite Man nie jest na pierwszym miejscu w hierarchii u Ivy. Cóż, odcinek miał być czymś na wzór tego z rodziną Harley w pierwszym sezonie, połączenie powagi z humorem, ale nie wyszło im totalnie. W odróżnieniu do tamtego epizodu, który był moim zdaniem genialny.
S: Tak, tam to grało perfekcyjnie. Tutaj… Od pierwszej sceny byłam już mocno zrażona. Harley w tym odcinku zachowuje się jak idiotka, pałęta się bez celu i planu, wygłasza głupie teksty… I w sumie tyle. Odcinek pozostawił duży niesmak, rozumiem założenia, ale realizacja leży i kwiczy. Jakby scenariusz pisał ktoś zupełnie inny niż resztę odcinków.
V: Nawet pierwsza scena z waginą nie grała, a w trailerze to było zabawne. Przynajmniej w przyszłym tygodniu będzie lepiej. Bo może być tylko lepiej.
S: No niżej nie spadniemy. Dobra, chyba tyle, co? Nie ma sensu się rozpisywać, jak nie ma o czym. Żegnamy się i do przyszłego tygodnia!
V: Do następnego
![]() |
| Źródło: https://meaww.com/harley-quinn-season-2-episode-4-thawing-hearts-review-mister-freeze-alfred-molina-dc-universe-432181 |

Komentarze
Prześlij komentarz