Już od jakiegoś czasu chodziła za mną myśl, żeby napisać coś o pewnych zjawiskach w popkulturze, które zawsze wywołują silne emocje z różnych powodów. Tylko za każdym razem nie było wystarczająco materiału na cały osobny tekst, ponieważ zazwyczaj poszczególne problemy można omówić w paru zdaniach. I tak oto powstał pomysł na tą serię krótkich tekstów, które będą przedstawiać z mojej perspektywy pewne elementy, coraz popularniejsze w popkulturze. Ponieważ w Internecie często nie da się spokojnie porozmawiać o poniższych tematach, tak z góry proszę, że jeśli pojawią się jakieś komentarze to zachowajmy kulturę, bez mocnych i obraźliwych słów.
1. Fandomy i co sobą reprezentują?
Zacznijmy na wstępie od tematu, który dotyczy większość osób. Fandomy, czyli społeczność fanów, często jest najbardziej toksycznym środowiskiem, które dotyczy naszego hobby. Na tapetę weźmy dwa największe, o których jest zawsze głośno - Marvela i Star Wars. Dlaczego te dwa? Ponieważ nawet gdy nie do końca chcesz mieć z nimi styczność, to i tak w social mediach ich widać i słychać. Może się zdawać, że nie ma tam miejsca na inną opinię niż ta ogólna, najpopularniejsza.
Sequele Gwiezdnych Wojen ci się podobały i uważasz je za dobre filmy, mimo wad? Wyraź na grupie swoją opinię, a w przeciągu paru dni dowiesz się wielu nowych rzeczy o sobie, a nawet twojej rodzinie. Nie zapominajmy o tym, że kobiety zniszczyły całą serię. Fandom SW był na tyle głośny, że można znaleźć wiele wypowiedzi krytyków o tym, że "Gwiezdne Wojny: Skywalker. Odrodzenie" był filmem tylko i wyłącznie stworzonym pod publikę, bez żadnego pomysłu, ale żeby fandom zadowolić. Ale jak wiemy, nie do końca się to udało.
Społeczność Marvela jest ciekawym przypadkiem. Wszystkie filmy były mniej lub bardziej udane. Ale każdy był uznawany za dobry, może z wyjątkiem "Thor: Mroczny Świat", ale i tak ma stosunkowo niezłe opinie (66% pozytywnych na rottentomatoes). W związku z tym, ciężko zauważyć krytykę, czy nawet dyskusję o nieudanych elementach w tym fandomie. Teraz się to zaczyna zmieniać, ale chyba tylko i wyłącznie dlatego, że producenci ogłosili pojawienie się postaci LGBT w "Eternals".
Fandomy mają jeszcze jedną cechę, która może nie być zauważana od razu - hierarchia fanów. Za przykład użyję Marvel'a, bo jest mi ono najbliższe i myślę, że najlepiej zobrazuje problem. Mamy za sobą 12 lat budowania filmowego uniwersum. Ale oprócz tego są komiksy. I mimo, że wiele ludzi ich nie czyta, to w fandomach i tak są obecne. Jednak nie na zasadzie zgłębienia historii bohaterów, poznania oryginału, na podstawie którego wzorowali się twórcy, ale jako symbol. Pojawia się myślenie "Jestem większym fanem, bo oglądam od 12 lat filmy i czytam komiksy, a ty tylko oglądasz". Ten, kto powie, że jest fanem Marvela po obejrzeniu 5-6 filmów spotka się ze śmiechem, bo nie zna wszystkich. Chociaż wina za takie zachowania stoi głównie po stronie ludzi, to jest to trochę błąd samego MCU, ze względu na ciągłe powiązania między filmami (i nie zapowiada się, że cokolwiek się w tym temacie zmieni).
2. Inny kolor skóry aktorów
Wydaje mi się, że ten punkt najbardziej dotyczy dyskusji w krajach europy wschodniej i środkowej, ale jest to w pełni zrozumiałe patrząc na różnorodność społeczeństwa, a raczej jego brak. Za każdym razem jak ogłaszają aktora o innym kolorze skóry niż postać w oryginale zaczyna się drama. O poprawność polityczną (polecam sprawdzić co tak naprawdę oznacza ten termin), że Hollywood wypiera białych aktorów z produkcji i wiele innych mijających się z prawdą teorii.
Jeszcze nigdy po ogłoszeniu czarnoskórego aktora nie rozpoczęła się dyskusja o trafność castingu. O umiejętności aktora, o to jaką wersję postaci zaprezentuje. Jedyne co, to że jest czarny. Naprawdę, filmy w Hollywood nie prowadzą castingu na podstawie listy w stylu: "Potrzebujemy Azjaty, czarnoskórego i najlepiej kobiety jako głównej bohaterki. A, i wrzućcie jakiś gejów. Jak nie znajdziecie to wyrzućcie kobietę i na jej miejsce transseksualistkę". Liczą się umiejętności i to co reżyser chce przekazać. Wyobrażacie sobie "Black Panther" bez czarnoskórej obsady? Ja nie.
Ale nawet czasem kolor skóry nie robi żadnej różnicy. Pewnie pamiętacie czarnego elfa z adaptacji "Wiedźmina" od Netflixa. Teraz pomyślcie, co by zmieniła podmiana aktora? Nic. To samo tyczy driad, o które były spore kontrowersje. Mogły być zielone, oczywiście, wyglądałoby to tylko bardziej kiczowato. I tak naprawdę to tyle. Nie bierzmy aż tak do siebie faktu, że jakąś postać może zagrać aktor o innym kolorze skóry. Tak samo jak Azjaci nie grają tylko w filmach skrojonych pod rynek Chiński, jak "Mulan", ale mogą się pojawić w serii Star Wars, czy innych blockbusterach.
3. LGBT+
Czas na wielki finał tej części cyklu, coś o co się burzy największa część społeczeństwa. O samej kwestii LGBT mam zamiar więcej pisać w osobnym materiale po premierze ostatniego sezonu SheRy, więc tutaj tylko pokrótce. Przez długi czas moje zdanie na ten temat było takie, że skoro jest, to niech za sobą ten wątek coś niesie. Teraz uważam, że to podejście było łagodnie mówiąc głupie. Ponieważ dlaczego zawsze powinno iść jakieś przesłanie za umieszczeniem bohatera homoseksualnego w dziele? Jak główny bohater ma dzieci, rodzinę, to nie zawsze wątki są na tym skupione. Pokazujemy zwykłe życie. Więc pokażmy to też wśród osób LGBT, bo one też je mają.
Nadal jednak uważam, że jeżeli wątek homoseksualny czy zmiany płci jest umieszczony w serialu, czy innym dziele kultury, to jest dodatkowa wartość dodana. Często twórcy budują dookoła tego tematu bardzo dużą część fabuły, która idealnie się wpasowuje w resztę dzieła. Daleko szukać, "Euphoria" i "Years and years" od HBO są tego idealnymi przykładami. Ale o tym również będzie więcej w osobnym tekście.
Trzy krótkie tematy omówione w mniejszym lub większym stopniu. Niedługo pojawi się druga część, w której skupimy się na... z resztą zobaczycie ;)
~Vuko


Komentarze
Prześlij komentarz