7 lutego na platformie Netflix swoją premierę miał
serial "Locke & Key" na podstawie komiksu o tym samym tytule
autorstwa Josepha Hillstorma Kinga. W sieci niemal od razu pojawiły się
porównania do kultowego już serialu "Stranger Things" oraz prozy
Gaimana. A że tematy te są mi bardzo bliskie, serial trafił na listę
"Obejrzane" już kilkanaście godzin po premierze. Czy jest to
dobra produkcja? Tak, jest naprawdę niezła. Czy można ją porównywać ze
"Stranger Things"? No nie przesadzajmy xD Ale zacznijmy od początku...
Na wstępie chcę zaznaczyć, że nie znam komiksowego
pierwowzoru, więc w dalszej opinii nie będę się do niego w żaden sposób odnosić
i będę traktować L&K jako osobny, niezwiązany z niczym twór. Oprócz tego
pierwszy sezon zostawił nas z taką ilością otwartych wątków, że powstanie
drugiego sezonu serialu jest niemalże oczywiste (mimo, że nie jest to
jeszcze oficjalnie potwierdzone).
Ale o czym jest "Locke & Key"? Opowiada
ono historię trójki rodzeństwa, które wraz z matką wprowadza się do
starego domu należącego do rodziny ich zamordowanego ojca. Dzieci odkrywają, że
dom kryje w sobie wiele magicznych kluczy, które pozwalają m. in. wymazywać
pamięć innym lub sprawiać, że możesz się znaleźć w dowolnym miejscu na świecie.
Fabuła jest najmocniejszym punktem serialu. Jest wciągająca, pierwsze odcinki sprawnie przedstawiają nam świat i bohaterów. Stopniowo są odkrywane karty przed widzem, tak, że nie czuć przesytu informacji i z czasem wszystko się idealnie układa.
Moim największym problemem przy "Locke &
Key" jest niesamowity dysonans między pierwszą a drugą połową serialu.
Pierwsze sześć odcinków to przyjemne fantasy rodem z książek Gaimana, takich
jak "Ocean na końcu drogi" czy "Nigdziebądź".
Wprowadzenie magii, pokazanie jej w dużym stopniu jako zabawy. Są elementy
horroru, ale jest to traktowane bardziej jako dodatek do odkrywanej tajemnicy
miasteczka i przeszłości ojca głównych bohaterów. Wszystko się zmienia w
okolicy siódmego odcinka. Tam już nikt nie bawi się z widzem. Groza rodem
"Stranger Things" i komiksów "Sandmana". Wątki
niektórych postaci zakończone w sposób, którego nikt nie życzyłby najgorszemu
wrogowi. Jak już było wspomniane na początku, nie znam oryginału, ale mam
wrażenie, że gdyby nie kategoria wiekowa +13 to twórcy nie mieliby oporów z
wykorzystaniem o wiele mocniejszych horrorowych i surrealistycznych motywów.
Zakończenie mocno wskazuje, że kolejny sezon może być utrzymany jeszcze
bardziej w stylistyce horroru, co osobiście bardzo mi odpowiada.
Postacie, jak i sama obsada aktorska mocno na plus. Wszystkie z
głównych postaci są bohaterami z krwi i kości, nie tylko zwykłymi lalkami z
dwoma cechami na krzyż. Do tego dobra kreacja głównego antagonisty, kobiety
imieniem Dodge. Inteligentna, wykorzystuje ludzi tak jak chce i nie ma przy tym
żadnych oporów. Trochę niejasna jest jej motywacja, ale miejmy nadzieję, że
wyjaśni się to w kolejnym sezonie.
Podsumowując, "Locke & Key" nie jest
może wybitnym serialem, ale i tak warto po niego sięgnąć. Dla niektórych
początek może być nieco nudny, za to im dalej w las tym akcja się robi się
bardziej wartka, a elementy horroru przesuwają się na pierwszy plan. Nie jest
to współczesne "Stranger Things", ale serial też nie udaje że ma nim
być. Jeżeli komuś brakuje dobrych seriali fantasy to odpalać Netflixa i
oglądać. A jeśli na waszej liście do obejrzenia znajdują się pozycje takie jak
"Dark", "Light as Feather", albo wspomniane już
wielokrotnie "Stranger Things" - odpuśćcie i nadróbcie dopiero jak
wyjdzie kolejny sezon L&K, który mam nadzieję będzie trzymał poziom
ostatnich odcinków.
~Vuko

Komentarze
Prześlij komentarz