UWAGA, OMAWIANY FILM MA KATEGORIĘ R, WIĘC RECENZJA MA JĄ RÓWNIEŻ. MOŻLIWE PRZEKLEŃSTWA I DUŻA BEZPOŚREDNIOŚĆ. JEŚLI COŚ JEBŁO TO JEBŁO, NIE ZEPSUŁO. MIŁEGO CZYTANIA c:
Ale żeby mieć to już za sobą *odchrząkuje*: Ptaki nocy to lewacka propaganda mająca na celu odsunięcie od wypowiedzi wszystkich białych, heteroseksualnych mężczyzn!!! A w ogóle to kobiety niszczą Hollywood! Z Kathleen Kennedy i Brie Larson na czele!!!
Super, mamy to odklepane. Zostali ci zainteresowani tematem? To przejdźmy w takim razie do konkretów.
"Harley Quinn: Birds of Prey", chociaż miał już swoją premierę jakiś czas temu, nadal wywołuje spore kontrowersje. Grupa superbohaterek, które kopią tyłki złym facetom... Cóż, brzmi jak klapa i coś co może spowodować wybuch odbytu wielu facetów. Ostatecznie film moim zdaniem był naprawdę udany, mimo prostej fabuły. A co ważniejsze, porusza wiele bardzo znaczących kwestii, obecnych nie tylko w popkulturze, ale również w naszym codziennym życiu.
Nie wiem tak naprawdę, od czego zacząć. "Harley Quinn" jest niesamowicie przyziemną historią. Historią, której elementy dotyczą każdego człowieka. Nie jest to ratowanie świata przed wielką apokalipsą, pstryknięciem czy morderczą chmurą. Jedynie borykanie się ze swoimi słabościami, stereotypami i opinią innych. I widać to w zachowaniu każdej z bohaterek. Dosłownie każdej, ponieważ wszystkie mają własny charakter. Żadna z postaci nie wpada w ramy typowego filmu o grupie bohaterek. Ich cechą charakteru nie jest "kobieta". Nie ma też jednego słowa, którym można byłoby każdą z nich opisać. Są prawdziwe, unikalne, na każdym kroku czuć, że zarówno reżyserka, jak i aktorki miały od początku do końca na swoje postaci pomysł. I nawet Huntress, której było stosunkowo mało na ekranie miała lepiej zarysowany charakter niż Harley w "Suicide Squad".
OD TEGO MOMENTU ZACZYNAMY SPOILERY! Będą dotyczyć elementów obecnych w filmie, nie całej fabuły, ale czujcie się ostrzeżeni.
Skoro już jesteśmy przy Harley, jak moglibyście ją scharakteryzować po "Legionie Samobójców"? Szalona dziewczyna Jokera... I na tym się kończy, prawda? Zajmijmy się pierwszą kwestią. Kobieta nietykalna, może robić co chce w półświatku. Dlaczego? Bo jest dziewczyną Jokera. I tak jest przez innych postrzegana. Nie jest Harley. Nie jest doktor Harleen Quinzel. Nie jest najemnikiem, przestępca ani chodzącą, tykającą bombą co w każdej chwili może ci sprzedać lepe. Jest dziewczyną Jokera. I tylko nią. Kiedy nadchodzi moment, że ludzie się dowiadują, że już z nim nie jest, kim się staje? Nikim. "Już nie jest Jokera, może być moja". Jest traktowana jak towar, który może należeć do innego samca alfa.
Przyjrzyjmy się sytuacji w realu. Chłopaki, przyznajcie się, ile razy próbowaliście podbić do jakieś laski i odpuszczaliście dopiero kiedy powiedziała, że ma faceta. Albo jeszcze lepiej, kiedy dopiero przedstawiła go wam? Dziewczyny, ile miałyście sytuacji, że musiałyście ściemniać, że macie chłopaka/ dziewczynę, żeby "ten debil dał mi wreszcie święty spokój"? Każdy z nas miał taką sytuację w życiu, ja też. Czy to jest normalne? Oczywiście. Czy powinno tak być? Nie szanować jej zdania, jej woli czy chce z kimś być? Traktować kobietę jako pewnego rodzaju przechodnią rzecz, która do kogoś należy? I częściej mówić coś w stylu "Wybacz, że podrywałem twoją dziewczynę" niż "Wybacz, że cię podrywałem"? No chyba nie. I w tym momencie pewnie duża część z Was wyłączyła ten tekst. Tak, hiperbolizuje zjawisko. Ale mam wrażenie, że tylko takie słowa są w stanie dotrzeć do obydwu stron.
źródło: cinemacomics.com
Przyjrzyjmy się teraz postaci Renee Montoya. Policjantka, grana przez Rosie Perez, pracuje w zawodzie zdominowanym przez mężczyzn. Jest bardzo dobrym detektywem, jednak jej zasługi przypisał sobie jej wspólnik, przez co stał się jej przełożonym. Ambitna z dobrą intuicją, idealny materiał na kogoś, kto miałby rozwiązywać sprawę morderstw i porwania. No tylko płeć nie ta, co trzeba. Jej poleceń nie słucha nikt, chyba, że zostaną powtórzone przez jej partnera. Przez to chce sobie i innym udowodnić, że jest czegoś warta. No ale to kobieta, więc czego się spodziewa? Jakieś wyższe stanowisko? A może zespól pod sobą? Nieee, nie róbmy sobie jaj XD ....Cholera, czy to nie brzmi jakoś znajomo?
Huntr... Wróć, "kobieta z kuszą". Wiecie (lub pamiętacie) kiedy Helena Bertinelli miała okazję pierwszy raz powiedzieć jej pseudonim tak, aby nikt jej nie wszedł w zdanie? Pod koniec filmu. Możliwe, że to nadinterpretacja, ale uważam, że przez tą postać pokazano coś, co się bagatelizuje. Jesteś kobietą? Zamknij mordę, i tak cię nikt nie słucha. Huntress wykreowano na bardzo silną postać. Można powiedzieć że zabójca idealny. Ci, których morduje, chcą wiedzieć kto sprowadził na nich śmierć. Ale to tylko pozór, bo gdy Huntress zdejmuje kask i zaczyna mówić to ofiara jej przerywa. W realu jesteśmy świadkami chyba zbyt wielu sytuacji, w których to kobieta siedzi z boku, albo nie może się przebić. Mężczyźni rozmawiają, siedz cicho. Oglądając te sceny w kinie przypominała mi się sytuacja, w której rozmawiając przez Discorda trzeba było uciszyć dosłownie wszystkich obecnych żeby jedna dziewczyna się odezwała. Próbowała dojść do głosu od dłuższej chwili, nie miała tylko takiej siły przebicia.
Czas na deser - Black Canary. Postać, u której widać zarówno wszystkie z wyżej wymienionych elementów, jak i żaden z nich. Wszystkie, bo bohaterka grana przez Jurnee Smollett-Bell doświadcza każdej z tych sytuacji. Jest niedoceniana, traktowana jak własność, jej zdanie się nie liczy. A żadna, ponieważ w czasie trwania filmu to zmienia. Pokazuje na co ją stać. Przechodzi przemianę, taką jaką niektórzy bohaterowie mogą doświadczyć w solowych filmach, nie grupowych. A do tego jest wsparciem i wzorem z którego wiele kobiet mogłoby czerpać inspirację. Zaczynając od zwykłego dania pieniędzy na jedzenie dla dziewczynki, której rodzice jak zawsze się kłócą i nie zwracają na nią uwagi, kończąc na wpierdolu gościom, którzy próbowali zgwałcić/ porwać nawaloną Harley. (Tą scenę pozostawiam do interpretacji widza. Nie było nic pokazane bezpośrednio, każdy powinien ją ocenić samodzielnie.)
źródło: hollywoodreported.com
"Harley Quinn: Ptaki nocy" po seansie pozostawia w widzu naprawdę dużo przemyśleń. I dlatego uważam go za najlepszy film z żeńskimi superbohaterkami (a może nawet jeden z najlepszych filmów superhero), pozostawiający daleko w tyle "Capitan Marvel". Będąc fanem Marvela myślę, że nawet "Czarna Wdowa" nie będzie w stanie dorównać "Birds of Prey" pod względem chemii między żeńskimi postaciami. Ten film jest przełomowy i to na tyle, że przyszłe dzieła z kobietami na pierwszym planie mogą wzorować się na "Harley Quinn" w takich aspektach jak kreacja postaci z krwi i kości czy autentyczne relacje między bohaterkami.
~Vuko
źródło: hollywoodreported.com
"Harley Quinn: Ptaki nocy" po seansie pozostawia w widzu naprawdę dużo przemyśleń. I dlatego uważam go za najlepszy film z żeńskimi superbohaterkami (a może nawet jeden z najlepszych filmów superhero), pozostawiający daleko w tyle "Capitan Marvel". Będąc fanem Marvela myślę, że nawet "Czarna Wdowa" nie będzie w stanie dorównać "Birds of Prey" pod względem chemii między żeńskimi postaciami. Ten film jest przełomowy i to na tyle, że przyszłe dzieła z kobietami na pierwszym planie mogą wzorować się na "Harley Quinn" w takich aspektach jak kreacja postaci z krwi i kości czy autentyczne relacje między bohaterkami.
~Vuko



Komentarze
Prześlij komentarz